Wprowadzenie ludzkiego ciała w stan rozluźnienia angażuje tak wiele struktur i układów, że ogarnięcie tego zjawiska zabrałoby niejedno życie. Stan psychiki, wynikający m.in. z tzw. „chemii mózgu” jest zaledwie konglomeratem, który uruchamia machinę zależności. Reakcja na bodziec z zewnątrz zależy od środowiska wewnątrz tworząc pojęcie homeostazy.
Wychodząc z tych zawiłości językowych można jasno ustalić, że to środowisko (to wewnątrz, jak i z zewnątrz) warunkuje stan naszego zdrowotnego dobrobytu. W wielu przypadkach reakcja psychiki na napięcie mięśniowe, jako pierwotna zależność, wywołuje wtórne reakcje w ciele. Długotrwałe oddziaływanie stresu powiela ten mechanizm zmieniając strukturę mózgu, czego efektem może być daleko idący automatyzm.
Środowiskowo jesteśmy „społeczeństwem napięcia”, które kojarzy się z siłą. Prosta zasada działania układu nerwowego na mięśnie wymaga dwóch faz ich pracy – skurczu i rozkurczu. Pod wpływem permanentnego stresu możemy osiągnąć irracjonalny stan polegający na utrzymywaniu ciągłej gotowości do walki lub ucieczki (za co odpowiada nasz układ nerwowy współczulny). Ta psychoaktywna zabawa zarządza napięciami w ciele nie dając szans na „rozkurcz”, co za sprawą układu przywspółczulnego powinno objawiać się w fazą rozluźnienia. Napięcie spoczynkowe mięśni przedłuża stres i nieustającą walkę pozostałych układów.
Powięź określana jest niekiedy mianem tkanki łącznej. Jej zawiła struktura przenika przez ciało niczym sieć, oplata narządy, tworzy integralną strukturę aparatu ruchu w oparciu o system taśm uruchamiających wszystkie „oploty” nerwowo mięśniowe i układowe.
Jeszcze prościej – kiedy uderzysz się w palec u nogi i zaczynasz kuśtykać zmieniasz na tyle napięcie na powięzi, że wypadkową tego przedłużającego się stresu może być „awaria” innych części ciała; i nie dotyczy to tylko zaburzeń cech motorycznych.

Dodaj komentarz